20 stycznia 2015

Z tej listy mailingowej nigdy się nie wypiszesz

Lista mailingowa

Parę tygodni temu zapisałem się na listę mailingową copyhackers. Copyhackers to copywriterski duet, specjalizujący się w optymalizowaniu landing page`y dla startupów.

Ponieważ sam często zajmuję się tego typu działalnością, śledzę od dłuższego czasu ich działania.

Do tej pory ograniczało się to zaglądania od czasu do czasu na ich blog, jednak ze względu na notoryczny brak czasu, postanowiłem w końcu zapisać się na ich newsletter.

Nietypowy mail

Po zapisie, otrzymałem maila potwierdzającego subskrypcję i jak tylko znalazł się na mojej skrzynce, zacząłem czytać ten niezmiernie długi, ale świetnie przygotowany tekst.

Pod koniec wiadomości znalazłem fragment, którego nigdy w życiu nie zamieściła by żadna z polskich firm. Co więcej, nie zamieściła by żadna z zagranicznych firm, którą znam.

Cytat brzmiał dokładnie tak:

And, when you’ve exhausted your brain on all things marketing, copywriting and conversion rate optimization (CRO), please use the „unsubscribe” link at the bottom of our emails. Please – I beg of you :) – don’t hit the „spam” button. Truth is, getting on the spam list can destroy a small business like ours. I NEVER want to spam you. So please simply unsubscribe, and I won’t contact you again.

Kiedy przeczytałem ten fragment, zacząłem się zastanawiać, ile jeszcze lat upłynie zanim polskie firmy zdadzą sobie sprawę z tego, że w mailingu nie liczy się ilość subskrybentów, tylko ilość osób szczerze zainteresowanych ich produktem lub usługą?

Lista mailingowa jest jak fanpage

Wszyscy wychodzimy z założenia, że im więcej, tym lepiej.

W wielu przypadkach jest ono prawdziwe. Im większa liczba Klientów, tym firma lepiej sobie radzi. Im większa ilość produktów czy usług, tym firma ma większe szanse na przetrwanie rynkowego kryzysu. I tak dalej i tak dalej.

Niestety są sfery, w których przekonanie to, zwyczajnie się nie sprawdza.

Tak na przykład jest z Facebookiem. Nie zliczę, ile razy podczas rozmów z Klientami musiałem tłumaczyć, że to nie ilość fanów danej strony decyduje o wysokości sprzedaży, tylko ich zaangażowanie.

Ludzie bardzo często nie wierzą, że fanpage, który ma 10 tys. fanów, potrafi sprzedać znacznie więcej, niż taki, który ma ich 100 tys.

Przekonują się do tego dopiero wtedy, kiedy widzą słupki konwersji.

I tak samo jest z listą mailingową.

Analizuj, optymalizuj i monitoruj efekty

Wiele osób żyje w przekonaniu, że od wielkości ich listy mailingowej, zależy wysokość ich zysków.

Robią wszystko, żeby pozyskać kolejnych subskrybentów. Kupują gotowe listy mailingowe niewiadomego pochodzenia, umieszczają dziesiątki pop-up`ów na swoich stronach internetowych i gdyby tylko mogli, zainstalowali by przycisk „Zapisz się” na każdym możliwym materiale, który udostępniają Klientom.

Jednak nie zwracają kompletnie uwagi na to, jak zachowują się ich subskrybenci.

Pamiętasz jak Twoja babcia siedziała z długopisem w ręku i wykreślała z książki telefonicznej znajomych, od których prawdopodobnie nigdy więcej nie dostanie już kartki na święta?

Ty, ze swoją listą mailingową, powinieneś zrobić dokładnie tak samo. Zamiast łudzić się, że osoby, które od ostatnich 10 mailingów ani razu nie otworzyły Twojego maila, pójdą nagle po rozum do głowy i złożą zamówienie, powinieneś pozwolić im odejść.

Co więcej, sam powinieneś im to umożliwić.

Radyklane metody są najskuteczniejsze

Duża lista mailingowa, podobnie jak duża ilość fanów na Facebooku, daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Im więcej ludzi, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś od nas coś kupi, prawda?

No właśnie problem w tym, że nie.

I o ile w przypadku Facebooka duża ilość ludzi może oznaczać wymierne korzyści dla firmy, niekoniecznie stricte sprzedażowe, o tyle w przypadku dużej listy mailingowej oznacza ona wyłącznie wyższe koszty.

Dlatego tak ważne jest stałe monitorowanie efektów.

Jeśli masz na swojej liście osoby, które zupełnie o Tobie zapomniały. Osoby, które nie czytają Twoich maili, nie klikają w linki, nie składają zamówień, to możesz zrobić tylko 2 rzeczy.

Przede wszystkim, spróbuj je zaangażować. Możesz utworzyć dla nich osobną listę mailingową i zaproponować im jakieś bonusy. Możesz rozesłać ankietę z nagrodą za jej wypełnienie i spróbować dowiedzieć się dlaczego nie czytają już Twoich maili. Możesz w końcu wysłać im bezpośrednie zapytanie, czy są nadal, w jakimkolwiek stopniu, zainteresowane Twoją działalnością.

Jeśli otrzymasz pozytywne odpowiedzi, to świetnie. Wtedy przywracasz te osoby na główną listę i sprawdzasz, czy ich zapewnienia będą miały pokrycie w rzeczywistości.

Jednak jeśli wszystkie tego typu metody zawiodą, to najsensowniejszym wyjściem, będzie pożegnanie się z tymi osobami.

Usunięcie z Twojej listy nieaktywnych osób, pozwoli Ci zaoszczędzić sporo pieniędzy i dokładniej dopasować treści do aktywnych subskrybentów. Z kolei to, w krótkim czasie przełoży się na znacznie większą sprzedaż.

Nie próbuj zatrzymać wszystkich na siłę. Idź za przykładem copyhackers i skup się tylko na tych, którzy chcą Cię słuchać.

 

P.S. A jeśli masz ochotę przekonać się, jakie niespodzianki czekają na Ciebie w moim newsletterze, możesz to sprawdzić tutaj.

Karol Gajda

O autorze

Karol Gajda - człowiek, który nadaje słowom wartość. Zakochany w historiach copywriter i pasjonat marketingu. Autor kilku e-booków i bloga, którego właśnie czytasz. Pracował z takimi firmami jak Philips, Orlen czy Douglas. Doświadczenia zdobyte w tamtym okresie, przekłada obecnie na realizowanie celów małych i średnich firm. Na co dzień pisze teksty, prowadzi kampanie reklamowe i doradza. Kocha Helveticę, dobrą książkę i...wszystkie techniki sprzedaży.

Artykuły, które powinny Ci się spodobać.